Middle class.

Ciesząc się ostatnimi chwilami wakacji, naszła mnie pewna refleksja. Zadałam sobie pytanie: Ile jest we mnie kobiety, a ile dziewczynki?

Dowód odebrałam już jakiś czas temu. Prawie dwa lata temu. Nie definiuje nim mojej dojrzałości, lecz delikatnie daję czytelnikom do zrozumienia, dlaczego poruszam ten temat.

 Komentatorem mojego życia stała się moja mama. Jednego dnia może powiedzieć, jaka to nie jestem mądra, inteligentna i rezolutna. Że szybko odnajduję się w nowym towarzystwie, że jestem zupełnie inna niż moje rodzeństwo i potrafię dawać sobie nieźle radę w życiu. Podoba jej się także to, że z resztek w lodówce potrafię zrobić niezłe żarcie. Że jestem schludna, lubię porządek i jestem inna niż moje rówieśniczki. Że jednego dnia potrafię obejrzeć „Miodowe lata”, a drugiego dnia wziąć w rękę „Ogniem i mieczem” i przeczytać w dwa dni. Że interesują mnie ciekawostki języka polskiego i bez chodzenia na różne korepetycje zdałam dosyć nieźle maturę. No i dostałam się na kierunek, na który chciałam.

Ale jest też wiele rzeczy, które komentuje negatywnie: To, że potrafię wracać późno do domu z imprezy. To, że nie nakarmię psa. Że wtykam nos w nie swoje sprawy. Że czasami jest mnie zbyt pełno. Że na siłę chcę rozwiązywać różne sprawy. I że czasami wyczuje ode mnie zapach papierosów.

Dziwi ją kilka rzeczy: Bo potrafię wziąć kartkę papieru i ot tak zacząć rysować. Bo lubię jajecznicę, a nienawidzę jajek (na miękko, twardo, w koszulkach itp). Bo ciągnęłam jej cyca do 3. roku życia. Bo nie potrafię zasnąć przy niezapalonej lampce. Że wierzę w duchy i potwornie boję się ciemności. No i że zawsze płaczę na „Titanicu”.

A najbardziej wkurza ją to, w jaki sposób odnoszę się do mojego chłopaka.

A odnoszę się bardzo stosownie. Ale nie na tyle, jakby jej się podobało.
I potrafi jednego dnia spędzić ze mną cały dzień, a kolejny miesiąc mieć mnie kompletnie w dupie.

Opublikowano Kobieta | Otagowano | 8 komentarzy

Autumn.

Widzę tę jesień.

Widzę o każdej porze. Oczami wyobraźni.

Kiedy widzę te lata dziewięćdziesiąte. I ten chabrowy płaszczyk na moim ciele.

Z książką w ręku.

I widzę tego Pana, który zmierza do mnie.

Dokładanie nie widzę jego twarzy. Tylko te ręce w kieszeni i czarny płaszcz do kolan.

Wiem, że mi błogo. I że zaraz skryję się w jego ramionach. A ścieżka z liści jest usłana pięknymi klonami. Tak, dokładnie tak.

I siedzę na ławce. Na tym cholernym zakręcie. Ale w oddali już widzę drogę. Lecz póki co, jestem pod ochroną liści. I tamtych czasów.

Tamtych snów.

I tamtej miłości.

Opublikowano Miło. | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 18 komentarzy

Golden mean.

Coraz bardziej doświadczam kolejne braki bycia asertywnym. Po raz kolejny moja naiwność dała się we znaki. Sporo osób wykorzystuje mój w miarę spokojny stosunek do spraw rodzinnych. Teraz już nie ma dnia bez awantury. Czasami są one bez powodu. Mam wrażenie, że tylko dlatego by podtrzymać statystyki. Co więcej, po postawieniu się wszystkim i wybraniu kierunku typowo humanistycznego na wydziale prawa i administracji, nagle wszyscy byli zdziwieni, jak to mogłam wziąć los w swoje ręce. Dyktują mi każdą chwilę mojego życia. Ale to pół biedy, bo do tego można się przyzwyczaić. Wystarczy po prostu ich nie słuchać, co w konsekwencji kończy się kolejną awanturą i kółko się zamyka. Czy szukam przepisu na życie? Nie, nie szukam. Zdaję się na los, bo w ręku swojej władzy póki co nie mam.

Po tym jak odkurzyłam cały dom i pozmywałam naczynia, usłyszałam od mamy suche „Jutro upiekę Ci torcik z okazji imienin”. Dziękuję mamo. Piszę to tutaj, bo wtedy nie mogłam wydusić z siebie słowa. Przede wszystkim dziękuję za to, że pamiętałaś, bo mnie zupełnie wypadło to z głowy. Po drugie, że zauważyłaś, iż od rana ciężko pracowałam, a po trzecie za to, że poklepałaś mnie po ramieniu. To nie jest tak, że taka gęsta atmosfera wisi u nas na co dzień. Nie, po prostu ostatnimi czasy do naszego domu przylazły jakieś gorsze dni. Muszę robić kolejne kroki ku dorosłości. Mieszkanie, zaklimatyzowanie, papiery, formalności, nowi ludzie… oby nie skończyło się to wszystko fiaskiem.

Ale w życiu jest też wiele miłych chwil. Przykładem może być wycieczka do Warszawy, w której można usłyszeć wiele komplementów od zwykłych przechodniów. Nie wiem jak to możliwe, ale faktycznie czasami ludzie są ludźmi. Staram się tylko wyważyć ten złoty środek. A jak już go osiągnę, to będę spełnionym człowiekiem.

Opublikowano Codzienność | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | 8 komentarzy